marionette ID

marionette ID – czworo przedstawicieli węgierskiej sceny indie rockowej.
- Opowiedzcie o swojej historii.
A więc, przyjaźnimy się od dzieciństwa – dorastaliśmy w tej samej okolicy i, w większość z nas, chodziła do tych samych szkół. W końcu zaczęliśmy myśleć o muzyce i jej wspólnym tworzeniu. Jednakże, nigdy nie braliśmy tego zbyt poważnie. Zmieniło to się jakieś 5 lat temu, kiedy odnieśliśmy swój pierwszy znaczący sukces; teraz jesteśmy szczęśliwi z podjętej decyzji. Wygraliśmy parę konkursów dla młodych kapel i, w końcu, 2 lata temu, nagraliśmy naszą pierwszą pełno-metrażową płytę. Niedługo wypuścimy nasz drugi krążek i w kwietniu wyruszymy w trasę po Europie – jesteśmy tym dość podekscytowani. Już mieliśmy okazję dzielić scenę ze „znanymi firmami” grającymi ten rodzaj muzyki, co wypełnia nas dumą. Jest parę agencji bookingowych i wytwórni które nas wspomagają. W sumie jesteśmy całkiem szczęśliwi z punktu w którym aktualnie się znajdujemy.

- Wasza muzyka jest melancholijna. Czy jesteście melancholijnymi ludźmi?
W ogóle nie jesteśmy melancholijni – wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Według mnie, tworzona muzyka tylko częściowo odzwierciedla osobowość muzyka. Lubimy grane melodie i struktury dźwiękowe, ale nie gramy ich z powodu bycia melancholijnymi. Słuchając naszych utworów, odnajdziesz w nich energię i ciężar – to chyba powód dla którego również fani metalu lubią naszą muzykę (to taka rzecz zaobserwowana przez nas). Staramy się odnaleźć idealne połączenie pomiędzy formą i tym czym ją wypełniamy; wydaje mi się, że z czasem coraz bardziej zbliżamy się do odnalezienia tego ideału.
- Czy możesz powiedzieć coś o waszych tekstach?
Teksty mogą wydawać się melancholijne, ale to nie bierze się z tego, że jesteśmy pesymistami albo czymś w tym stylu. Są proste i starają się przekazać wiadomość w taki sposób w jaki my staramy się przekazać coś za pośrednictwem muzyki. Traktują one o tym co widzimy dookoła, jak traktujemy jeden drugiego, co myślimy o pewnych kwestiach – tym co jest i tym co było. Ale są to raczej takie pojedyncze „obrazy”, niż głębokie strumienie świadomości. Czasami mogą się wydawać zupełnie bezsensu:) Głos nie gra centralnej roli w naszej muzyce, więc teksty są raczej krótkie.
- Co możecie powiedzieć o kapelach na Węgrzech?

Więc, mogę się wypowiedzieć tylko o kapelach tworzących podobną muzykę co my i należących do undergroundu. Wydaje mi się, że Budapeszt może pochwalić się całkiem solidną sceną undergroundową, na której istnieje wiele świetnych kapel – kapel, o których istnieniu niekoniecznie się wie np. Pozvakowski, Képzelt Város (również biorą udział w konkursie Neuro Music), Rosa Parks czy Félperc. Wszystkie te projekty grają muzykę powiązaną z noise-rockiem albo post-rockiem, ale scena metalowa jest również dość rozwinięta w Budapeszcie. Co więcej, pojawia się coraz więcej agencji bookingowych, które specjalizują się w organizowaniu takich koncertów w całym kraju. To też jest całkiem fajne.
- Co jest ważniejsze wg was – emocje zawarte w muzyce czy technika?
Potwierdzonym faktem jest to, że chociażby minimalne umiejętności techniczne potrzebne są żeby stworzyć coś interesującego za pomocą instrumentu. Ale należy wiedzieć jak wykorzystać te umiejętności; dla mnie jest to wiedza która objawia się tym, że wiesz kiedy masz grać, a nawet wiesz kiedy nie masz w ogóle grać – zawsze, albo prawie zawsze, wiesz jaką podjąć decyzje podczas tworzenia. Ale takie umiejętności muszą zostać podparte tym co jest ogólnie określane jako „emocje w muzyce” – coś głębszego, co sprawia, że zaczynasz się zastanawiać nad pewnymi kwestiami lub uświadamiasz sobie coś. Jednakże, zawsze jestem pod wrażeniem słysząc kapelę mogącą pochwalić się nadzwyczajnymi umiejętnościami technicznymi. Ale najważniejszą kwestią jest znalezienie swojej własnej drogi. Jeśli czujesz, że to „droga emocji” – no to jazda. Jeśli, z kolei, czujesz pociąg do techniki, nie oznacza to gorszego wyboru. Po prostu, stwórz coś co ukazuje twój styl w jakiś interesujący sposób. Wszystko inne jest nieważne.
- Co wiecie o Polsce i polskiej muzyce?

Widziałem wiele polskich kapel podczas koncertów w Polsce, na Węgrzech i w innych miejscach również – muszę przyznać, że było co oglądać. Stanowczo zapadło mi w pamięci Blindead i Cool Kids of Death, ale jestem w stanie wymienić i inne kapele i artystów, reprezentujących zupełnie odmienne, czasami dość blisko spokrewnione z popem, gatunki np. Maria Peszek lub Leszek Możdżer. Oczywiście muszę się jeszcze wiele nauczyć o polskiej scenie muzycznej. Za każdym razem kiedy wybierałem się do Krakowa, Wrocławia czy Poznania, byłem bogatszy o kolejne muzyczne doświadczenia, bez względu na to czy to był metal czy jazz. Naprawdę robiło to wrażenie. Również słyszałem wiele dobrego o publice w Polsce – zagramy tam dwa koncerty w kwietniu i jesteśmy tym bardzo podekscytowani.
A co myślicie o Asymmetry Festivalu?
To naprawdę świetny festiwal i zasłużył sobie na swoją reputację. Ma swój specyficzny styl, a samej organizacji nie można nic zarzucić. Pewne style muzyczne potrzebują swoich własnych festiwali i, wydaje mi się, że Asymmetry jest świetnym przykładem jak zorganizować taki event. Duże festiwale są potrzebne, ale małe bynajmniej nie są mniej ważne! Gratuluję i tylko tak trzymać!
Wiwiad przeprowadził Krzysztof Zawistowski
Brak komentarzy
Brak komentarzy.
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.
Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.



